Recenzja filmowa nr 665: Przepis na morderstwo (PLAKAT) - Reporter-24.pl
Wiadomości
wszystkie

Recenzja filmowa nr 665: Przepis na morderstwo (PLAKAT)

Recenzja również na: mediakrytyk.pl

Nasze poprzednie recenzje alfabetycznie

Plakat i informacje o filmie

Głównym bohaterem jest Beckett, którego matkę bogata rodzina wyrzuciła z domu, po tym jak zaszła w nieplanowaną ciążę. Beckett wychował się z dala od krewnych, zachowując jednak szansę na spadek. Szkopuł w tym, że między nim a fortuną rzędu kilu miliardów dolarów stoi siedmioro innych członków rodziny. Nasz bohater dość szybko wpada na pomysł, by sukcesywnie pozbywać się kuzynów.

To brzmi jak świetny punkt wyjściowy do dynamicznej fabuły ze zwrotami akcji i z niestandardowym bohaterem. Jednak zamiast trzywarstwowego tortu składającego się ze zręcznie przeprowadzonej i rozbudowanej intrygi pełnej twistów i czarnego humoru, dostaliśmy dość płaski naleśnik. Serio, ten film to taki przeciętniak, że muszę szybko stukać w klawiaturę, zanim jakiekolwiek wrażenia z nim związane, (a nie ma ich dużo), bezpowrotnie wyparują z mojej pamięci.

Wszystko co dało się tu spłycić i przyspieszyć, zostało spłycone i przyspieszone. Zbyt łatwo dochodzi do pewnych rozstrzygnięć, zwłaszcza że lwia część kluczowych wydarzeń odbywa się poza ekranem. Aż do ostatnich trzydziestu minut nie czuć za bardzo napięcia ani stawki. Momentami odpływałam myślami, bo akcja na ekranie okazywała się zbyt mało angażująca. To dzieło automatycznie wpada więc do kategorii filmów lecących w tle do obiadu i niewymagających stuprocentowej uwagi.

Najbardziej szkoda mi obsady, która się tutaj marnuje. Glen Powell jako protagonista jest jak zwykle czarujący, chociaż jego bohater jest totalnie jednowymiarowy i przezroczysty. Eda Harrisa i Billa Campa jest za mało. Jednak najbardziej skrzywdzono Margaret Qualley. To miała być chyba femme fatale. Jej bohaterka w co drugiej scenie demonstruje swoją nonszalancję kładąc nogi na stole. I to by było na tyle, jeśli chodzi o jej osobowość. A to najważniejsza postać kobieca w tym filmie.

Ten film nie boli, ale też nie wywołuje żadnych głębszych emocji. Nawet finał, który wyraźnie igra z oczekiwaniami widza, jest jak wszystko inne w tym obrazie zbyt pospieszny, przez co nie wybrzmiewa. W ogólnej ocenie, jeśli ktoś sobie odpuści ten film, to nic nie straci.

(Ala Cieślewicz)

Reż. John Patton Ford

Ocena: 5/10